Odwiedziło nas już: 135836 osób.
Skontaktuj się z nami
Witamy na stronie stowarzyszenie romów w polsce

Witamy na stronie stowarzyszenie romów w polsce

Przejdź do strony głównej

„Akcja wymierzenia kary”: o wydarzeniach w Limanowej - artykuł Joanny Tegnerowicz

Obrazek wydarzenia W październiku 1990 roku w rumuńskim mieście Mihail Kogălniceanu tłum podpalił 36 romskich domów. Władze nie próbowały nawet ustalić sprawców. Burmistrz Ionescu oznajmił jednak: „Ale chciałbym podkreślić, że nie było to wymierzone w Cyganów. Nie mamy żadnych problemów z ich rasą. Mamy problemy tylko z przestępcami.” W innym rumuńskim mieście, Bolintin Deal, w kwietniu 1991 roku podpalono 22 romskie domy.

Sorin Nuta, sekretarz urzędu burmistrza, oznajmił jednak, że domy podpalono jedynie po to, by “przepędzić przestępców”, nikt nie ma bowiem problemów z czterystoma „zasymilowanymi” Romami żyjącymi  w mieście . Donald L. Horowitz pisze w swojej książce „The Deadly Ethnic Riot”, że w rumuńskich wsiach, w których dochodziło do linczów na Romach w latach 1990-7, często podpalano jedynie domy tych, którzy uchodzili za „awanturników”. Podaje też, że Rumuni często skarżyli się na rzekomą bezczynność policji, która nie czyniła, ich zdaniem, nic, by powstrzymać Romów od niewłaściwego zachowania .

Można dostrzec głęboko niepokojące podobieństwa między „karnymi” pogromami, do których dochodziło w Rumunii, i ich obrazem w oczach opinii publicznej, a niedawnymi wydarzeniami w Limanowej, gdzie w nocy z 23 na 24 lipca tłum mieszkańców, liczący według jednych relacji około czterdziestu, a według innych – ponad sto osób, postanowił rozprawić się z jedną z mieszkających tam romskich rodzin, rodziną Dongów. Tragedii zapobiegła, na szczęście, interwencja policji. Jeden z Romów wprost stwierdził, że gdyby nie ta interwencja, nie wiadomo, czy byliby jeszcze żywi .

Reakcja władz i opinii publicznej na wydarzenia w Limanowej jest bardzo przygnębiająca. Media (nawet te, które uchodzą za życzliwe mniejszościom etnicznym) skupiają się na „problemie”, który stanowi podobno dla społeczności lokalnej zaatakowana romska rodzina, wielokrotnie nazywana „patologiczną” i „konfliktową”, a nie na niewątpliwie budzącym grozę akcie przemocy, którego spontanicznie dopuścili się niektórzy z mieszkańców Limanowej. Lokalny portal informacyjny posuwa się nawet do tego, że to zaatakowaną rodzinę przedstawia jako zagrożenie dla innych, pisząc o rodzinie „terroryzującej” mieszkańców . Z oczu dziennikarzy zdaje się zupełnie znikać fakt, że nic nie może usprawiedliwiać samosądu i że tłum dążący do rozprawienia się z tą rodziną stanowił dla niej o wiele większe zagrożenie niż ona sama dla społeczności lokalnej. Próbę samosądu przedstawia się nie jako  czyn niedopuszczalny i barbarzyński, ale jako zajście zasługujące na zrozumienie i pobłażliwość, wynik desperacji udręczonych przez romskich sąsiadów, doprowadzonych do ostateczności mieszkańców. „Aktem desperacji” wprost nazywa próbę linczu dziennikarka „Gazety Krakowskiej” .

Jako problem wymagający natychmiastowego rozwiązania i media, i lokalne władze przedstawiają nie agresję i nienawiść ze strony tłumu, ale „patologię” rodziny, która stała się celem jego ataku. Trudno się więc dziwić, że zamiast próbować wyjaśnić, jak doszło do tego aktu agresji, i zapobiegać podobnym aktom, zamiast wspierać dialog między Romami a resztą mieszkańców w Limanowej, uznano, że najlepszym rozwiązaniem będzie po prostu fizyczne usunięcie „patologicznej” rodziny z jej dotychczasowego miejsca zamieszkania i umieszczenie jej w kontenerze socjalnym „na odludziu”, tak by już żadnym innym sąsiadom nie zawadzała . W ten sposób ofiary agresji przeobrażono w problem do rozwiązania i właściwie to one zostały ukarane za to, co się im przydarzyło, medialną nagonką i czekającą je izolacją społeczną. Tymczasem agresorów nie spotkały w zasadzie żadne konsekwencje. Nie było żadnych aresztowań. Policja ograniczyła się do wylegitymowania 30 osób, które będą przesłuchiwane.  Stanowisko władz nasuwa skojarzenia z ostro krytykowaną postawą premiera Francji po niedawnym zastrzeleniu młodego Roma przez policjanta i wywołanych tym zamieszkach w miasteczku Saint-Aignan: za optymalne rozwiązanie „problemów stwarzanych przez zachowania niektórych Romów” uznał Nicolas Sarkozy po prostu likwidację nielegalnych obozowisk romskich .

Tłumowi mieszkańców Limanowej udało się skutecznie wymusić na władzach decyzję o wysiedleniu romskiej rodziny: „Władze Limanowej postanowiły rozwiązać sąsiedzki konflikt, zanim dojdzie do tragedii. Bo polscy sąsiedzi jednej z romskich rodzin nie zostawiają złudzeń, co do dalszego rozwoju sytuacji. ” Gdyby nazywać rzeczy po imieniu, należałoby to nazwać szantażem. Przywodzi to na myśl równie złowrogo skuteczne wystąpienie mieszkańców włoskiego miasta Rosarno przeciwko imigrantom z Afryki, których ewakuowano z miasta autobusami przy akompaniamencie radosnych oklasków mieszkańców – a wszystko zaczęło się od postrzelenia dwóch imigrantów przez miejscowych wyrostków . Jak widać, przemoc czasem bardzo popłaca.

Skupiając się na opowieściach o negatywnych aspektach zachowań i stylu życia rodziny Dongów, media dają do zrozumienia, że sama ściągnęła na siebie atak. Mamy tu do czynienia z niezwykle częstą i smutną tendencją do obwiniania ofiar za przemoc, która je dotknęła. Co bardzo znamienne, znacznie więcej miejsca poświęca się przytaczaniu relacji o „patologicznych” zachowaniach rodziny, bez prób weryfikacji tych opowieści, niż wypowiedziom samych Dongów, którzy gorąco zaprzeczają wersji agresorów.

Warto by przyjrzeć się uważnie „patologicznym” zachowaniom Dongów, które napastnicy uznali za powód do samosądu. Do tego zajścia doszło, ponieważ podobno jeden z członków tej rodziny obrzucił wyzwiskami ciężarną kobietę, która wystraszyła się jego psa, a potem w dodatku pies na nią „skoczył” . Według niektórych, kobieta została nawet poszczuta psem. Co jednak zastanawiające, według relacji portalu limanowa.in z 26 lipca limanowski starosta dopiero wzywał poszkodowaną, by zgłosiła się na policję . Sama poszkodowana nie widziała więc zatem powodu, by zgłosić sprawę tego zajścia na policji. Rozpatrzmy również inne zarzuty mieszkańców wobec Dongów. Rodzina podobno „bardzo często” rozpala ogniska między blokami. Podobno bezkarnie poniża też policjantów: jak twierdzi jeden z mieszkańców:

„Widziałem jak funkcjonariusz był wyzywany przez jednego z Romów. Sypał wulgaryzmami ile chciał. Policjant poklepał go tylko po ramieniu i poprosił żeby poszedł do domu. Widziałem jak ci chuligani spluwali na policjantów. Nie wiem dlaczego funkcjonariusze tak dają się upokarzać .”

Trudno uwierzyć, że policjanci bez słowa sprzeciwu przyzwalali na takie „upokorzenia” ze strony Dongów i że za poniżanymi stróżami prawa zmuszeni byli ująć się sami mieszkańcy. Romka Dorota Wieczorek mówi, że Dongowie grozili, że zabiją jej rodzinę . Najgroźniej brzmi opowieść Romana Guzika, który, jak twierdzi, został zaatakowany przez Dongów koszem na śmieci i siekierą . Jednak po pierwsze, mężczyzna ani słowem nie wspomina o kontekście tego zajścia, a po drugie, jak przyznaje sam Guzik, sprawcy zostali ukarani. W obliczu tych zarzutów nieodparcie nasuwa się pytanie, czy próba samosądu byłaby w ogóle wyobrażalna, gdyby przedmiotem takich zarzutów ze strony sąsiadów była rodzina nienależąca do mniejszości romskiej. Wielokrotnie powracają twierdzenia o rzekomej bezczynności policji. Przypomnijmy, że tego rodzaju twierdzenia uznał za charakterystyczne Horowitz, pisząc o pogromach w Rumunii.

Niemal wszyscy zabierający dotychczas głos w sprawie wydarzeń w Limanowej, w tym nawet krajowy duszpasterz Romów, ksiądz Stanisław Opocki, bardzo pobłażliwie wypowiadają się o społeczności, w której doszło do próby samosądu, a bardzo surowo – o rodzinie Dongów. Burmistrz Marek Czeczótka przedstawia tę rodzinę jako „roszczeniową” i „konfliktową”, a także podkreśla: „Limanowa nie ma problemu z Romami, bo wielu z nich zachowuje się jak należy. ” Ksiądz Opocki oznajmia: „Współczuję mieszkańcom, którym zakłóca się spokój. Tą sprawą powinny się zająć organy ścigania. Nawet ubóstwo nie usprawiedliwia warcholstwa i awanturnictwa. ” Nawet Romka Elżbieta Mirga-Wójtowicz, pełnomocniczka wojewody małopolskiego ds. mniejszości narodowych i etnicznych, stwierdza, że „wina leży pewnie po obu stronach tego konfliktu” i nazywa rodzinę „w pewnym sensie […] patologiczną” . Co zadziwiające, niemal nikt nie potępia sprawców próby linczu, natomiast prawie wszyscy rozwodzą się nad problemami stwarzanymi podobno przez zaatakowaną rodzinę. Mało kto (Elżbieta Mirga-Wójtowicz należy do wyjątków) wspomina natomiast o jej niezwykle trudnej sytuacji życiowej: dwanaście osób żyje w mieszkaniu o powierzchni 36 metrów kwadratowych. Bez echa przeszła opinia pracowników opieki społecznej, którzy wizytowali rodzinę i są zdania, że „największym jej problemem jest małe mieszkanie. ” Wydaje się, że niemal nikt nie ośmiela się wyrazić współczucia dla Dongów.

Dziennikarz z TVN 24 roztrząsa sprawę płonącej butelki, wyrzuconej podobno przez okno przez jednego z członków tej rodziny, gdy pod jej blokiem zgromadził się tłum . Co zdumiewające, nie pyta jednak w ogóle policjanta, czy za próbę samosądu będzie pociągnięty do odpowiedzialności ktokolwiek z mieszkańców, tak jakby w zestawieniu z wyrzuceniem płonącej butelki przez „obleganą” rodzinę wszelkie zachowania tłumu były zupełnie niewinne.

W medialnych relacjach wciąż powraca twierdzenie, że inni Romowie także potępiają tę rodzinę. Ciągle przytacza się wypowiedź Doroty Wieczorek. Pojawia się jednak pytanie: skoro Dongowie byli tak powszechnie potępiani przez społeczność romską, skąd uwaga jednego ze świadków próby samosądu, że „[…] Romowie mogą jechać prawdopodobnie po swoje posiłki na Koszary ” i skąd obawy mieszkańców Limanowej przed pojawieniem się „kilkudziesięciu romskich osiłków” gotowych bronić rodziny  ?  Kryje się tu jakaś niedostrzeżona chyba przez nikogo sprzeczność. Czyżby rzekoma jednomyślność romskiej społeczności w sprawie Dongów była wygodną fikcją ?

Prawie wszyscy zabierający w tej sprawie głos podkreślają też, że próba samosądu nie miała podłoża etnicznego czy rasowego. Trzeba jednak zadać jeszcze raz pytanie: czy taki scenariusz byłby do pomyślenia, gdyby Dongowie nie byli Romami ? Czy kiedykolwiek zdarzają się takie zbiorowe „akcje wymierzenia kary” polskim rodzinom „patologicznym” nienależącym do mniejszości romskiej ? Trzeba też przypomnieć, że etnicznemu czy rasowemu tłu pogromów zaprzeczali równie gorąco Rumuni w latach 90-tych poprzedniego stulecia. Gdy czyta się wypowiedzi na temat wydarzeń w Limanowej, powstaje wrażenie, że ponieważ zaatakowana została rodzina uchodząca za „patologiczną” i „konfliktową”, uznaje się, że podłożem próby samosądu nie mogła być wrogość wobec Romów jako takich. Zapomina się czy też nie chce pamiętać o tym, że ksenofobiczne czy rasistowskie lincze są bardzo często wymierzone jedynie w tych przedstawicieli danej mniejszości, którzy uchodzą za „problemowych” czy wręcz za przestępców. Dobitnie świadczą o tym lincze, do których dochodziło w Rumunii. Równie dobrym przykładem są rasistowskie lincze na południu USA. Ich ofiarom zarzucano popełnienie czynów uznawanych za szczególnie oburzające przez białą społeczność. Jednak to, że lincz miał charakter „kary” za (rzeczywiste bądź wyimaginowane) naruszenia norm społecznych przez ofiarę, w żaden sposób nie pozbawiało go rasistowskiego charakteru.

Wydarzenia w Limanowej trzeba interpretować w świetle wiedzy o bardzo częstej i silnie zakorzenionej w polskim społeczeństwie niechęci wobec Romów.  W świetle badań CBOS z 7-13 stycznia 2010 roku niechęć wobec tej mniejszości deklaruje aż 47 procent Polaków . Bardzo silne są też negatywne stereotypy dotyczące Romów, o czym świadczą choćby badania CBOS z 11-14 kwietnia 2008 roku: 42 procent Polaków było zdania, że skłonność do popełniania przestępstw leży w naturze Romów, a 75 procent zgadzało się ze stwierdzeniem, że „problemy Romów zniknęłyby, gdyby w końcu zaczęli oni pracować” . W świetle tych danych uporczywe obstawanie przy opinii, że próba samosądu w Limanowej nie miała podłoża etnicznego, budzi ogromne wątpliwości. Spytajmy jeszcze raz: dlaczego takie zajścia nie zdarzają się nigdy w przypadku rodzin niebędących Romami ?

Wydawałoby się, że oczywistą dla wszystkich będzie konieczność potępienia nieludzkiego, barbarzyńskiego zachowania tłumu, który zwrócił swoją agresję przeciwko niezwykle dogodnemu obiektowi – ubogiej, żyjącej w bardzo trudnych warunkach, uchodzącej za „patologiczną” romskiej rodzinie. Niestety, zamiast tego zdecydowano się na litanię oskarżeń pod adresem rodziny Dongów i na jej „karne” zesłanie do konteneru socjalnego „na odludziu”. Wiele to mówi o postawach polskiego społeczeństwa, w tym także jego elit.

Wróć

Utrzymanie i bieżąca aktualizacja strony internetowej są dofinansowane dzięki dotacji przyznanej przez
Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w ramach realizacji Programu na rzecz społeczności romskiej.